sobota, 9 marca 2013

ROZDZIAŁ 9

Szybko przebrałyśmy się w zapasowe koszulki Bartka i Aleksa, po czym wróciłyśmy na boisko. Byłam w drużynie u Wlazłego razem z: Zatorskim, Kłosem, Woickim, Maćkiem Muzajem i Aleksem,( niestety). Z Maćkiem od razu się zaprzyjaźniliśmy. Naszymi przeciwnikami byli: Karolina, Kurek, Winiarski, Cupkovic, Koistra, Pliński i Boninfante.
Podczas gry starałam się nie wchodzić w drogę Aleksowi, który ataki wyprowadzał z dużą siłą. Nadszedł mój serw. Zdecydowałam się pokazać Alkowi na co mnie stać. Wysoko podrzuciłam piłkę i uderzyłam w nią z całej siły. Taak! As serwisowy. Usłyszałam brawa i wyrazy uznania od chłopaków.
- Dziewczyno! Jak ty to zrobiłaś? - krzyknął zdziwiony Kłos. Bardzo go polubiłam. Był strasznie fajny i sympatyczny.
- Ma się w sobie to coś. - skwitowałam z uśmiechem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Pomyślałam, że gdyby chciał, moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Poszłam na koniec boiska, aby zaserwować ponownie. Już miałam podrzucić piłkę, kiedy poczułam, że ktoś mnie obejmuje. Ze strachem odwróciłam głowę, aby zobaczyć kto to taki.

PERSPEKTYWA ZIBIEGO:
Chcąc zobaczyć się z Justyną poszedłem do sali obok, gdzie trening miała SKRA. Ujrzałem ją na boisku razem z innymi zawodnikami i jeszcze jedną dziewczyną. Chyba rozgrywali mecz. Postanowiłem ją poobserwować. Grała świetnie, choć unikała podań do Aleksa. Zauważyłem przy tym jak na nią patrzy. Chyba się w niej zabujał. Frajer.
Powróciłem do oglądania meczu. Właśnie miała serwować Justyna. Podrzuciła wysoko piłkę i uderzyła w nią kierując ją w lewy róg boiska przeciwnika. Zdobyła asa serwisowego. Postanowiłem podejść do niej i jej pogratulować. Podeszłem do niej i objełem ją od tyłu. Gdy się odwróciła, wyglądała na przestraszoną, ale kiedy mnie rozpoznała, uśmiechnęła się. Wyszeptałem jej do ucha:
- Bardzo dobrze grasz.
- Dziękuję. - odpowiedziała mi również szeptem.
Ktoś obserwujący nas z boku mógłby pomyśleć, że ze sobą flirtujemy lub, że jesteśmy parą.

PERSPEKTYWA ALKA:
Podczas gry Justyna unikała mnie jak ognia. Po głowie chodziło mi to jedno pytanie: Dlaczego? Kiedy zaserwowała, byłem zachwycony jej talentem. Podobnie jak ja, wysoko podrzucała piłkę do serwu. Gdy miała zaserwować drugi raz nagle podszedł do niej Zibi. Objął ją od tyłu, a kiedy Justyna się odwróciła, zaczęli coś do siebie szeptać. Wyglądali jakby ze sobą kręcili. Nie mogłem dłużej na to patrzeć. Słowa Bartka spotęgowały moją złość:
- Stary, on ci próbuje odbić dziewczynę.
Wkurzyłem się już na dobre. Podeszłem do Bartmana i odepchnąłem go od Justyny.
- Odwał się od niej! - krzyknąłem.

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
Nagle podszedł do nas Aleks. Popchnął Zibiego i krzyknął:
- Odwal się od niej!
- Ej, co ty robisz? Pogięło cię? - krzyknełam.
- Nie widzisz, że on cię bajeruje? - odpowiedział wkurzony Aleks.
- No i co? Zabronisz mi? Dziewczyna mi się podoba i nic na to nie poradzę, że chcę ją poderwać.
- Nie! Nie zabroni ci! Nie jestem jego własnością! - zwróciłam się do Zbyszka, po czym dodałam do nich obogu - Róbcie co chcecie. Ja stąd idę, - powiedziałam i skierowałam się do szatni. W połowie drogi usłyszałam podniesione głosy. Pomyślałam, że dalej się kłócą. Nie miałam już siły, więc poszłam się przebrać. Kto by pomyślał, że o mnie, taką zwykłą dziewczynę, będzie się kłócić dwóch przystojnych siatkarzy. Kiedy się przebierałam, zadzwonił mój telefon. To była Karolina. Odebrałam i powiedziałam:
- Jeżeli chodzi ci o to, żebym wyjaśniła z nimi całą tą sytuację, to na razie nie mam na to siły.
- Nie chodzi o to. Po prostu weź z szatni apteczkę i przyjdź szybko na trybuny, bo Aleks trochę ucierpiał po tej bijatyce.
- Że co? Po jakiej bijatyce? - spytałam zdenerwowana.
- Nie zadawaj tyle pytań, tylko chodź tu z tą apteczką. - powiedziała i rozłączyła się.
Nie zastanawiając się długo, wzięłam apteczkę i poszłam zobaczyć co się stało. Na trybunach siedział Aleks, a wokół niego zebrali się wszyscy koledzy z drużyny. Mają szczęście, że trener musiał dzisiaj wcześniej wyjść. Podbiegłam do nich i usiadłam obok Aleksa. Przyjrzałam się jego twarzy. Miał rozciętą wargę. Westchnęłam i sięgnęłam z apteczki wodę utlenioną. Polałam nią gazę i już chciałam go opatrzyć, kiedy złapał moją rękę i delikatnie ją odsunął.
- Muszę ci coś powiedzieć. Kiedy zobaczyłem, jak Zibi cię obejmuje... - zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam.
- Zamknij się!
- Uuu... Ostro... - powiedział nie kto inny jak Kłos. Zgromiłam go wzrokiem, po czym powiedziałam:
- Kochany Karolku, może i ty raczysz zamknąć swoje usta?
- Wedle rozkazu, pani doktor. - odpowiedział, co wywołało u mnie uśmiech. Powróciłam do opatrywania Aleksa. Tym razem mi nie przeszkodził. Gdy skończyłam, zapytałam się zawodników, co się stało. Odpowiedział mi Maciek:
- Kiedy poszłaś do szatni, Zibi zaczął szarpać się z Aleksem. Pobili się o ciebie. Gdybym był starszy o jakieś dwa lata, też bym do nich przyłączył.
- Ja już nawet szedłem w tę stronę, tylko, że Wlazły razem z Woickim zaczęli odciągać Aleksa od Zbyszka. Nawet nie wiem skąd się wzięli Rzeszowianie, którzy odciągali Zibiego. - powiedział Karol. - Na szczęście nic poważnego im się nie stało, tylko Aleks, jak sama widzisz, ma rozciętą wargę, a Zibi podbite oko.
- Człowieku, coś ty najlepszego zrobił?! Przecież to mogło się dla was obu źle skończyć! - nakrzyczałam na niego.
- To mógł się do ciebie nie przystawiać! - odkrzyknął.
- A co cię to obchodzi z kim ja się zadaję?! - nie zaważając na całkiem sporą widownię zaczęłam się z nim kłócić.
- Obchodzi. I to bardzo dużo. - odpowiedział.
- To ja idę po popcorn. - odezwał się Kłos.
- Zamknij się! - krzyknęliśmy razem z Aleksem.
- Okay, okay. - powiedział, ale ja już mie zwracałam na niego uwagi. Kontynuowałam kłótnię z Aleksem.
- Zostaw mnie i moje sprawy w spokoju! - wrzasnęłam.
- A kto to jest Jarek. Kolejny facet, z którym kręcisz?! - zawołał Alek. Pomyślałam chwilę. Skąd on mógł o nim wiedzieć? Nagle przypomniałam sobie, że nadal noszę naszyjnik, który dostałam od Jarka w moje urodziny. Zerwałam naszyjnik i rzuciłam go na podłogę, po czym z płaczem wybiegłam z sali.

ROZDZIAŁ 8

Wstałam wcześnie rano. Poszłam do łazienki wziąć prysznic. Ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/564178. Zeszłam do kuchni zjeść śniadanie. Spojrzałam na zegarek: 8.00. Aleks miał przyjechać po mnie o 10.00, więc poszłam pooglądać telewizję. Obejrzałam film i zaczęłam skakać po kanałach. Na polo tv leciała właśnie piosenka ,,Ona tańczy dla mnie". Bardzo lubiłam tę piosenkę, więc podgłosiłam telewizor i nie mogąc się powstrzymać zaczęłam tańczyć. Kiedy robiłam obrót, zauważyłam, że ktoś stoi w drzwiach opierając się o futrynę. To był Aleks. Czy on nie wie do czego służy dzwonek do drzwi?
- Cześć. Sorry, że weszłem bez pozwolenia. Dzwoniłem, ale nikt nie otwierał. - powiedział z uśmiechem.
- To ja przepraszam, że musiałeś to oglądać. - powiedziałam zawstydzona.
- Daj spokój. Czysta przyjemność. To co? Zbieramy się?
- Jasne. - odpowiedziałam. Wyszliśmy na dwór i skierowaliśmy się w stronę jego czarnego BMW. Jak na gentelmana przystało otworzył mi drzwi.
- To dziś ma być Ressovia na treningu? - zapytałam chcąc przerwać niezręczną ciszę.
- Tak, ale będą ćwiczyć na osobnej sali. - odpowiedział mało zainteresowany moją próbą podjęcia rozmowy. Pomyślałam, że nie będę się narzucać. Kilka minut później odezwał się Alek:
- Karolina będzie na treningu?
- Tak, przecież nie straciłaby okazji, żeby popatrzeć na swojego chłopaka.
- Wiedziałem, że tak będzie, ale nie sądziłem, że tak szybko...
- To Bartek ci się nie pochwalił?
- Jakoś nie było okazji... - powiedział dziwnym tonem. Coś mi mówiło, że Karola mu się podoba. Poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Sama nie wiem dlaczego. Przecież nie liczyłam na nic z jego strony. On tym bardziej nie miał na co liczyć ze strony Karoliny. Nie zostawiłaby Bartka.
Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Wysiadając z samochodu ponownie otworzył mi drzwi. Zachaczyłam nogą o pas i potknęłabym się, gdyby Aleks mnie nie złapał. Kiedy znalazłam się w jego objęciach, poczułam się bezpiecznie.
- Co ty byś beze mnie zrobiła? - powiedział i uśmiechnął się. Spojrzałam w jego brązowe oczy. Widziałam w nich przerażenie. Chyba się o mnie martwił, a uśmiechem próbował to zamaskować. Nie wiedząc co zrobić, wyplątałam się z jego obięć.
- Możemy już iść? - westchnełam.
- Oczywiście. Tylko uważaj na siebie. - powiedział ciągle się uśmiechając. Odwzajemniłam jego uśmiech i odpowiedziałam:
- Postaram się.
Gdy wchodziliśmy na salę nie obeszło się bez zrobienia z siebie idiotki. Właśnie zderzyłam się z jakimś dwumetrowcem.
- Jak ty łazisz?! - powiedział nieznajomy. Uniosłam głowę, aby mu wygarnąć. Był wysoki, czarnowłosy. Nasze spojrzenia się spotkały. Miał zielone oczy. - Oj, przepraszam. Myśłałem, że to jakiś palant ze SKRY.
- Nic się nie stało. - odpowiedziałam, po czym spojrzałam się na Aleksa. Jego mina mówiła wszystko.
- O, cześć Aleks. Nie zauważyłem cię. - powiedział mężczyzna, na którego wpadłam - A tak wogóle Zibi jestem. Zbigniew Bartman. - z powrotem zwrócił się do mnie. Uśmiechnął się.
- Justyna. - odpowiedziałam nieśmiało. Widziałam jak Aleks na niego patrzy. Z pewnością nie byli przyjaciółmi.
- Teraz muszę iść na trening, ale może dasz mi swój numer to się jeszcze umówimy? - spytał Zibi, pewnie patrząc mi w oczy. Pomyślałam, że dam mu ten numer, aby zrobić na złość Alkowi.
- Jasne. - odpowiedziałam po czym wymieniliśmy się numerami.
PERSPEKTYWA ALKA:
- Chodź, już jesteśmy spóźnieni. - powiedziałem zły na Zibiego. Zibi to babiarz. Nie odpuści żadnej dziewczyny.
Poszedłem się przebrać, a Justyna stwierdziła, że poczeka przed szatnią. Wszyscy byli już na boisku i się rozgrzewali, więc musiałem się pospieszyć.
PERSPEKTYWA JUSTYNY:
Strasznie chciało mi się pić. Na końcu korytarza zauważyłam automat z napojami. Poszłam i kupiłam sobie wodę. Wróciłam pod szatnię. Aleks długo się nie pojawiał, więc postanowiłam wejść do szatni. Otworzyłam drzwi i ujrzałam sporą grupę facetów w czerwono-białych strojach.
- Cześć Justyna. Nie wiedziałem, że tak szybko się spotkamy. - powiedział nie kto inny jak Zibi.
- Tym razem przynajmniej na ciebie nie wpadłam. - zaśmiałam się. - Przepraszam, ale chyba pomyliłam szatnie. Szukałam Aleksa.
- To ta szatnia obok. - powiedział mężczyzna znacznie niższy od innych. - A tak wogóle to jestem Krzysiek. Mów na mnie Igła. - rzekł. Zaraz po nim przedstawiła mi się reszta zawodników Ressovii.
- Sorry, ale pewnie Aleks mnie szuka. - powiedziałam i wyszłam z szatni. Zamykając drzwi usłyszałm jak jeden z nich mówi:
- Ale laska. Aleks to ma szczęście.
Uśmiechnęłam się pod nosem na ten komplement. Nie mogąc się powstrzymać nie domknęłam drzwi, aby przysłuchać się ich rozmowie.
- Zobaczycie, że będzie moja. - usłyszałam głos Zibiego. Strasznie mnie to zdenerwowało, że jest taki zadufany w sobie. Czy oni wszyscy sobie myślą, że jestem jakąś zabawką??? Już miałam tam wejść i im wygarnąć, kiedy Aleks wyszedł z szatni.
- Sorry, że tak długo musiałaś czekać. Chodź, przedstawię cię reszcie chłopaków i trenerowi.
- Chyba trener nie będzie zadowolony...
- Nie, no co ty. Zobacz, Karolina już siedzi na trybunach. - powiedział, po czym złapał mnie za rękę i zaprowadził na boisko.
- Ooo, nie wiedziałem, że masz taką ładną dziewczynę. Najpierw Kurek, teraz ty Aleks. - powiedział zawodnik z numerem 6.
- Daj spokój Karol. To tylko moja koleżanka... - powiedział Aleks, ale Kurek mu przerwał:
- Na razie... - rzekł znacząco unosząc brwi do góry.
- Trenerze, to jest Justyna. - Aleks przedstawił mnie.
- Może z nami zagrasz? - zapytał pan Jacek.
- Niee... może innym razem. Zresztą nie mam odpowiedniego stroju. - próbowałam wymigać się.
- Coś się znajdzie. - uśmiechnął się trener.
- Ale ja nie umiem grać - zaprotestowałam.
- Nie kłam! Umiesz, umiesz.- krzyknęła Karolina z trybun, po czym dodała - I to całkiem nieźle.
- Okay, zgodzę się, ale pod warunkiem, że Karola zagra razem ze mną. - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Bartek, Aleks! Poszukajcie dziewczynom jakiś strojów. - powiedział Nawrocki.
- Sie robi - powiedział Bartek i razem z Alkiem ruszyli w stronę szatni, a ja z Karoliną poszłyśmy za nimi.

piątek, 8 marca 2013

ROZDZIAŁ 7

Przecież ja mam chłopaka. Pewnie się o mnie martwi. Musiałam zapomnieć o Alku i wrócić do domu. Ubrałam się i z powrotem poszłam do sypialni Aleksa. Nie było go tam, więc zeszłam na dół do salonu. Siedział na kanapie i oglądał film.
- Może się do mnie przyłączysz? - zapytał.
- Muszę wracać do domu. Pewnie wszyscy się o mnie martwią. Mógłbyś mnie zawieść?
- Jasne. - powiedział z uśmiechem i wyłączył telewizor.
Po chwili byliśmy już w jego samochodzie. Nie licząc wskazówek jak dojechać do mojego domu prawie wogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Kiedy dojechaliśmy na miejsce Aleks dał mi pewną propozycję:
- Może pojechałabyś pojutrze ze mną na trening? Ma być także Ressovia.
Przygryzłam wargę. Nie wiedziałam czy mam się zgodzić. Przecież obiecałam sobie, że będę się trzymała od Alka z daleka, ale miał w sobie coś, co mnie do niego przyciągało. Po chwili wachania zgodziłam się:
- No OK.
- Przyjadę po ciebie o 10.00.
- To do zobaczenia.
- Pa.
Weszłam do mieszkania. Od razu pojawili się rodzice. Opowiedziałam im wszystko o wczorajszym zajściu. Zadzwoniłam jeszcze do Karoliny i jej również wszystko opowiedziałam. Była zachwycona. Przy okazji dowiedziałam się, że chodzi z Kurkiem. Pogratulowałam jej. Miała się z nim dzisiaj spotkać, więc życzyłam jej powodzenia.

PERSPEKTYWA KAROLINY:
Na dzisiejszy obiad z Bartkiem założyłam czarną, koronkową sukienkę i wysokie, czarne szpilki. Włosy upięłam w kokardę. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Bartek pocałował mnie w policzek.
- Pięknie wyglądasz. To dla ciebie. - podarował mi bukiet czerwonych róż.
- Dziękuję. To co jedziemy? - zapytałam.
- Oczywiście.
Razem z Bartkiem zjedliśmy obiad. Gdy wyszliśmy na zewnątrz restauracji zauważyłam Jarka.
- Jaka świnia! - wykrzyknęłam.
- Kto, ja? - zapytał zaskoczony Bartek
- Nie, patrz. Ten chłopak całujący się z tą lalunią to Jarek - chłopak Justyny.
- To ona ma chłopaka?
- Zapomniałam komórki. Pożyczysz mi swojej? - spytałam.
- Jasne, ale co chcesz zrobić?
- Udowodnić Justynie, że Jarek to babiarz. Już dawno jej to mówiłam.
Szybko zrobiłam zdjęcie całujących się i wysłałam je Justynie.
- Przecież ona się załamie! Muszę do niej jechać. Przepraszam, ale muszę tam z nią teraz być.
- Pojadę z tobą - powiedział.
- Naprawdę? Jesteś kochany.
Po chwili byliśmy już pod domem Justyny.


PERSPEKTYWA JUSTYNY:
Właśnie oglądałam ulubiony serial, kiedy usłyszałam dźwięk mojej komórki. Zdziwiłam się, ponieważ był to nieznajomy numer. Przez chwilę miałam nadzieję, że to Aleks. Ale skąd on miałby mieć mój numer? Gdy otworzyłam wiadomość ujrzałam zdjęcie całującej się pary. Przyjrzałam się uważniej. To był Jarek! Nie mogłam w to uwierzyć! Karolina miała rację. Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Tak go kochałam! Rozpłakałam się na dobre. Po paru minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół i otworzyłam je. Na schodach stała Karolina razem z Bartkiem. Mocno się do niej przytuliłam i zaczełam obrzucać Jarka najgorszymi obelgami jakie tylko przyszły mi na myśl. Karolina poszła zrobić herbatę, więc przytulił mnie Bartek.
- Nie płacz. On nie jest tego wart. Musiał być strasznym idiotą skoro zdradził taką fajną dziewczynę jak ty. Zresztą znam kogoś kto chętnie zajmie jego miejsce.
- Ciekawa jestem kogo? - zapytałam kpiącym głosem.
- Naprawdę nie wiesz?
Pokręciłam głową.
- Na przykład Aleks.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz. Aleks w życiu by nie pokochał kogoś takiego jak ja.
- Przyjdź pojutrze na trening to się przekonasz. Karolina też będzie.
- I tak miałam przyjść. Aleks mnie zaprosił.
- No widzisz? Mówiłem, że się w tobie zabujał.
Karolina z Bartkiem posiedzieli u mnie jeszcze dwie godziny po czym wrócili do domu. Zostałam sama. Poszłam spać uspokojona po ich wizycie. Ciekawa byłam jak to będzie pojutrze na treningu.
                                                ***
Obiecujemy, że od Poniedziałku będą dłuższe rozdziały;)

czwartek, 7 marca 2013

ROZDZIAŁ 6

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
Obudziły mnie promienie słońca. Otworzyłam oczy i z przerażeniem stwierdziłam, że nie znajduję się w swoim pokoju. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ściany były kremowe. W rogu stało biurko, a na nim laptop. Na ścianie wisiał duży telewizor. Reszta mebli była jasno-brązowa. Na przeciwko łóżka wisiało duże lustro.
Wstałam z lekkim bólem głowy. Odruchowo spojrzałam w lustro.
- WTF!? Co to ma znaczyć? - wyglądałam jak półtora nieszczęścia. Moje włosy były całe potargane i wilgotne. I jeszcze ta bluzka... Choć w sumie lubię Garfilda. Po chwili doszłam do wniosku, że ja nie miałam takiej bluzki. W głowie miałam tysiące myśli. Nasuwały mi się coraz nowsze pytania. Gdzie ja jestem? Gdzie są moje ubrania? I gdzie się podziała ta obleśna koszulka z nazwiskiem tego idioty? Postanowiłam, że rozejrzę się po tym domu. Wyszłam z sypialni. Szłam korytarzem. Zajrzałam do najbliższego pomieszczenia. Była to łazienka. Kontynuowałam zwiedzanie. Otworzyłam następne drzwi. Oczom moim ukazała się domowa siłownia. Szybko opuściłam to miejsce i zeszłam po schodach. Pierwszym pomieszczeniem była kuchnia. Na samą myśl o jedzeniu zaburczało mi w brzuchu. Zignorowałam uczucie głodu i poszłam dalej. Znalazłam się w salonie. Kanapa stała tyłem do wejścia. Przed nią stała szklana ława, a obok dwa fotele. Na przeciwko stał telewizor. Na kanapie ktoś spał. Podeszłam bliżej. Nie mogłam w to uwierzyć. Dlaczego to musiało przytrafić się akurat mnie: Justynie Lisowskiej? Co ja wogóle robię u Aleksa w mieszkaniu?
Jeszcze raz rzuciłam na niego okiem. Karolina miała rację. Jest naprawdę przystojny. Wygląda tak niewinnie. Dlaczego tylko wtedy gdy śpi? Boże co ja wogóle mówię. Justyna opamiętaj się! O kurde, obudził się.
- Czy możesz mi wyjaśnić co ja tu robie?! Wogóle gdzie są moje ubrania? - krzyknęłam choć nie czułam złości. Nie chciałam, żeby pomyślał, że wybaczyłam mu to wszystko.
- Spokojnie. Straciłaś przytomność, więc zabrałem cię do siebie, bo nie wiedziałem gdzie mieszkasz.
- Od kiedy ty się tak o mnie martwisz? Wogóle dlaczego mnie przebrałeś? A tak na marginesie to gdzie kupiłeś ten t-shirt?
- Byłaś cała mokra, nie chciałem żebyś się przeziębiła. A co do t-shirtu, jeśli chcesz, możesz go sobie wziąć.
- Nie, no coś ty.
- Jest twój. Chcesz coś zjeść?
- Żebyś mnie otruł? Pff... Już wczoraj o mało przez ciebie nie zginęłam. - odpowiedziałam po czym wysiliłam się na uśmiech.
- Pięknie się uśmiechasz. Szkoda, że tak rzadko.- powiedział i również się uśmiechnął.
Zarumieniłam się. ,,Znowu mnie zawstydził" - pomyślałam. Dlaczego on tak na mnie działa? Przecież się nie zakochałam.
Aleks poszedł do kuchni, a ja za nim. Zrobił jajecznicę. Szybko wchłonęliśmy posiłek.
- I jak? Smakowało ci?
- Gotujesz lepiej niż ja. Mój talent kulinarny ogranicza się do zaparzenia herbaty. - westchnełam. - Czy mogłabym wziąć prysznic?
- Jasne, choć pokażę ci łazienkę.
- Wiem jak tam trafić. Daj mi tylko ręcznik.

PERSPEKTYWA ALKA:
Gdy Justyna brała prysznic, ja postanowiłem posprzątać po śniadaniu. Poszłem do sypialni się przebrać. Zmieniłem spodnie i zdjąłem t-shirt, po czym zacząłem szukać koszulki na zmianę. I wtedy do sypialni weszła Justyna. Była owinięta ręcznikiem. Włosy miała mokre. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
- O przepraszam, nie wiedziałam, że się przebierasz. - powiedziała i znowu się zarumieniła. - Nie wiedziałam gdzie są moje ubrania.
- To ja przepraszam. Powinienem był ci je dać. Proszę - podałem jej ubrania.
- Dzięki. - rzuciła i wróciła do łazienki. Usiadłem na skraju łóżka. Musiałem ochłonąć. Schowałem twarz w dłoniach. Justyna na prawdę zawróciła mi w głowie.

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
,,Fuck! Zapomniałam ubrań." - pomyślałam, wychodząc spod prysznica. Owinełam się szczelnie ręcznikiem. Miałam nadzieję, że po drodze nie spotkam Alka. Weszłam do jego sypialni. Zobaczyłam jak szuka czegoś w szafie. Nie miał na sobie podkoszulki. Wyglądał tak pociągająco. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
- O przepraszam, nie wiedziałam, że się przebierasz. - powiedziałam i znowu się zarumieniłam. - Nie wiedziałam gdzie są moje ubrania.
- To ja przepraszam. Powinienem był ci je dać. Proszę - podał mi ubrania.
- Dzięki. - rzuciłam i wróciłam do łazienki. Musiałam ochłonąć. Ochlapałam twarz zimną wodą. Aleks naprawdę zawrócił mi w głowie.

środa, 6 marca 2013

ROZDZIAŁ 5

PERSPEKTYWA ALKA:
Zszokowany zachowaniem pięknej nieznajomej nie wiedziałem co mam zrobić. Krzyknąłem, aby wróciła i dała mi swój numer lecz nie reagowała. Zrozumiałem, że zostało mi tylko jedno wyjście. Podszedłem do jej koleżanki, która rozmawiała z Bartkiem.
- Sorry, że wam przerywam. Dałabyś mi numer swojej koleżanki?
- Justyny? - zapytała niepewnie.
- Jeżeli tak ma na imię.
- Stary, nie zapytałeś jak ona ma na imie?- zapytał kpiącym głosem Kurek.
- Nie zdążyłem. Wybiegła jak oparzona.
- To w stylu Justyny. - zaśmiała się Karola.
- To dasz mi ten numer? - spytałem nieśmiało.
- No ok.
Podałem jej swojego smartfona, aby wpisała mi numer do Justyny. Podziękowałem jej i pożegnałem się z nimi.
- Ej, poczekaj. Może wyjdziemy z Karoliną i spróbujemy nakłonić Justynę do tego, żeby do ciebie przyszła? - zapytał Bartek
- No ok. Ale nie wiem czy to wypali. - odpowiedziałem zrezygnowany. Odprowadziłem ich wzrokiem, poczym wyjrzałem przez okno aby przyjrzeć się ich rozmowie. Po gestach Justyny wiedziałem, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Ale ja musiałem się z nią spotkać. Pomyślałem, że nie odpuszczę. Zauważyłem, że po rozmowie z Karoliną Justyna oddala się. Postanowiłem ją zatrzymać. Zabrałem swoje rzeczy i szybko wyszłem na parking. Od razu skierowałem się w stronę mojego czarnego BMW i ruszyłem za Justyną. Stała na poboczu i próbowała zatrzymać samochód jadący przede mną. Na moje szczęście nie zatrzymał się, wię podjechałem do niej i zapytałem:
- Może podwieźć?
Chyba mnie nie rozpoznała, bo wsiadła do samochodu. Zapieła pas i odwróciła się w moją stronę.

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
Gdy zobaczyłam Alka od razu zaczęłam odpinać pas, który jak na złość nie chciał ustąpić. Zaczęłam go szarpać.
- Ugh... Czy mógłby pan mi go odpiąć? - spojrzałam się na niego lecz on zaprotestował.
- Nie, ponieważ muszę z tobą porozmawiać.
- Ja z panem nie mam oczym rozmawiać. - odpowiedziałam. Po chwili udało mi się odpiąć pas, więc jak najszybciej wyszłam z samochodu. Zatrzasnęłam drzwi i zaczęłam iść dalej. Na domiar złego zaczął padać deszcz. Aleks jechał obok mnie z uchyloną szybą.
- Nie zachowuj się jak dziecko. - powiedział.
- Możesz dać mi spokój? - spytałam nie patrząc się w jego stronę.
- Chcę cię tylko podwieźć do domu. Wsiadaj, bo zmokniesz. Przecież nie będziesz szła w deszcz.
Byłam cała mokra i trzęsłam się z zimna. Na dodatek poczułam silny ból głowy, ale nie przejmowałam się. Dla mnie w tej chwili liczyło się tylko to, żeby Aleks się odczepił. Zatrzymałam się i zamknęłam oczy. Poczułam jak upadam.

PERSPEKTYWA ALKA:
Zgasiłem samochód i szybko wysiadłem na zewnątrz. Podbiegłem do leżącej na ziemii Justyny. Uklęknąłem obok niej i położyłem jej głowę na moich kolanach. Spróbowałem ją ocucić, lecz ona nie reagowała. Postanowiłem, że zawiozę ją do siebie do domu. Delikatnie wziąłem ją na ręce i ułożyłem na tylnich siedzeniach mojego auta. Wyglądała tak niewinnie. Jej długie i ciemne włosy były całe mokre. Zdjąłem z siebie kurtkę i przykryłem ją. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Ponownie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojej sypialni. Zdjąłem z niej przemoczone ubrania i ubrałem ją w mój t-shirt. Był na nią sporo za duży, ale i tak wyglądała w nim uroczo. Delikatnie okryłem ją kołdrą i poszłem wziąć prysznic po czym poszłem do salonu i położyłem się na kanapie. Po ciężkim dniu niemal natychmiast zasnąłem.

wtorek, 5 marca 2013

ROZDZIAŁ 4

PERSEPKTYWA JUSTYNY:

Słysząc słowa mojego największego wroga, coś się we mnie zagotowało.
- To ma być jakiś żart, tak?!
- Nie no jeśli cię uraziłem to przepraszm- powiedział Aleks.
- Kim ty wogóle jesteś?
- Jestem Aleks. A ten facet od lodu, który teraz rozmawia z twoją koleżanką to Bartosz Kurek. Naprawdę nic ci nie mówią nasze imiona? - spytał zażenowany.
- No... Tego tam... Korka.. czy Kurka znam... z reklamy Monte.
- Hahahah... A Atanasijević nic ci nie mówi?
Pomyślałam chwilę i przypomniałam sobie, że na mojej koszulce widnieje taki napis.
- Yyy... No... Anata... Atanasa... - nie mogłam się wysłowić, więc Aleks mnie poprawił:
- Atanasijević.
- No właśnie. - powiedziałam i poczułam, że się rumienię, więc spóściłam głowę na dół.
- Ładnie ci z rumieńcem na twarzy. - powiedział i uśmiechnął się.
- Ugh... Daruj sobie...
- No to co z tym Atanasijević'em? - spytał, ciągle się uśmiechając.
- No... mam taki napis na koszulce.
- A ja kiedy zobaczyłem swoje nazwisko na twojej koszulce pomyślałem, że jesteś moją fanką.
- Chciałbyś. - prychnęłam.
- Nie pogardziłbym. - powiedział.
- Nie musisz się ze mnie nabijać. - powiedziałam ze złością. - Cześć! - krzyknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia. - Karolina! Czekam na zewnątrz! - rzuciłam. Kiedy obok niej przechodziłam nie mogłam powstrzymać się od trącenia Kurka ramieniem. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Jak najszybciej wybiegłam z Ergo Areny nie zwracając uwagi na wołania Aleksa i prośby o mój numer telefonu.
Po dziesięciu minutach czekania, zobaczyłam jak Karolina wychodzi na zewnątrz. Uśmiechała się od ucha do ucha. Towarzyszył jej nie kto inny jak Kurek. ,,Oho! - pomyślałam - coś się święci".
- Justyna, wróć się i porozmawiaj z Aleksem. - powiedział Bartek.
- Karola, możemy już wracać do domu? - zapytałam zła.
- Nie póki nie porozmawiasz z Alkiem. - odpowiedziała.
- To ja wracam na piechotę. - powiedziałam jeszcze bardziej wściekła. Karolina ruszyła za mną i złapała mnie za ramię.
- Zaczekaj! Dlaczego nie chcesz z nim porozmawiać?
- Bo mnie wkurza! Zresztą, wracaj do Bartka. Widzę, że ci się podoba.
- Nie bądź dziecinna.
- Tu już nie chodzi o moją złość na Aleksa. Po prostu zakochałaś się w Bartku, a ja chcę, żebyś była szczęśliwa. Nie przejmuj się mną. Złapię okazję albo zamówię taksówkę. - mówiąc to poszłam przed siebie.
- Zobacz jaka jest pogoda. Zaraz zacznie padać deszcz i się przeziębisz.
- Mam to w dupie! - krzyknęłam wkurzona. - Zdąże wrócić do domu. Nie martw się o mnie.
Po przejściu dwustu metrów przypomniało mi się, że nie wzięłam pieniędzy. Nici z taksówki. Postanowiłam złapać okazję. Po trzech nieudanych próbach zrezygnowałam i poszłam dalej. Nagle obok mnie zatrzymało się czarne BMW.
- Może podwieźć? - zapytał kierowca, którego nie widziałam dobrze przez zaciemnione szyby. Nie zastanawiając się wsiadłam do samochodu. Zatrzasnęłam drzwi, zapięłam pas i odwróciłam się w stronę kierowcy, aby powiedzieć mu, gdzie chcę dojechać. Oczom moim ukazał się chłopak, który jest ostatnią osobą jaką chciałabym teraz widzieć.
                                              ****
Niestety Skra uległa Ressovi 3:2 . Nieprzejmujemy się i dalej wspieramy Skrę;)

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 3

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
Poczułam na sobie wzrok Karoliny, ale nie przerwałam pisania sms-a. Jeszcze nigdy w życiu tak sie nie wynudziłam. Za to Karolina bawiła się w najlepsze. Musiałam na pisać do Jarka. Wiem, że Karolina za nim nie przepada. Cóż, to już jest jej problem. Czasem miałam wrażenie, że zazdrości mi Jarka.
Gdy miałam wcisnąć ,,wyślij", poczułam silny ból głowy, a potem widziałam już tylko ciemność.

PERSPEKTYWA ALKA:
14:11. Piłka setowa. Właśnie dostałem polecenie od trenera, żebym zaryzykował na zagrywce. Podrzuciłem piłkę i mocno w nią uderzyłem. Już w trakcie uderzenia poczułem, że piłka zmieniła kierunek lotu. Po chwili zobaczyłem jak leci w stronę trybun i trafia jakąś dziewczynę. Nie czekając, podbiegłem do niej. Ujrzałem młodą, piękną brunetkę. Chyba straciła przytomność. Na szczęście obok niej siedziała jakaś dziewczyna, która próbowała ją ocucić.
- Boże, nie wiem jak mogło się to stać. Przepraszam. - zwróciłem się do jej koleżanki, która była w lekkim szoku. Sam nie wiem czy jej zdenerwowanie wynikało z nieszczęśliwego wypadku jej przyjaciółki, czy z tego, że do nich podeszłem.
- Yyy... Nic się nie stało... To znaczy... stało się... Yyy... Sama nie wiem... O, chyba się ocknęła - powiedziała jej towarzyszka.

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
- Jezu, moja głowa... - powiedziałam zdezorientowana. Po chwili ujrzałam jakiegoś mężczyznę w żółto-czarnej koszulce z lodem w ręku.
- Masz, przyłóż sobie. - rzekł nieznajomy. Posłusznie wykonałam jego polecenie. Skierowałam swój wzrok na chłopaka obok. Wyglądał na przejętego. Swoje słowa skierował do mojej koleżanki:
- Teraz muszę już iść, ale poczekajcie na mnie przed szatnią. Wiesz gdzie to jest?
- No... wiem... - odpowiedziała mu Karolina, która ze zdenerwowania nie wiedziała co powiedzieć.Po chwili nieznajomi poszli na boisko.
- Mnie tu napierdala łeb, a ty sobie randkę załatwiasz? Pfff.
- Idź debilu... widziałaś jak on na ciebie patrzy. Przecież widać było, że chce się spotkać z tobą i cię przeprosić.
- A więc to ten idiota zaatakował mnie piłką?
- Tak, ten przystojny idiota.
- No przystojny to on jest - po chwili opamiętałam się. - Kurde, Karola, wracamy do domu!
- Chcesz to wracaj, ja zostaję. Jakieś dwie godziny piechotką i będziesz w domu.
- Pffff... Naprawdę dzięki, te urodziny zapamiętam do końca życia.
Stwierdziłam, że muszę zostać. Po chwili Karolina zaciągnęła mnie pod szatnię SKRY.
- Po co tu wogóle przyszłyśmy? - spytałam zdenerwowana.
- Jak to po co? Jeden z najprzystojniejszych zawodników SKRY uderzył cię piłką i chce cię przeprosić, a ty tak po prostu chcesz wrócić do domu?
- No a czemu nie? Ten palant uderzył mnie piłką. Jedyne co miałabym mu do powiedzenia to to, żeby najpierw nauczył się grać, a dopiero potem brać udział w zawodach.

PERSPEKTYWA KURKA:
Kiedy razem z Aleksem wychodziłem z szatni, usłyszeliśmy słowa dziewczyny, która na dzisiejszym meczu oberwała piłką:
- No a czemu nie? Ten palant uderzył mnie piłką. Jedyne co miałabym mu do powiedzenia to to, żeby najpierw nauczył się grać, a dopiero potem brać udział w zawodach.
- I ona ci się podoba? Hahah stary, no to gratulacje. Ach ten charakterek.
- Zamknij się, ma racje.
- Wiesz co jest z tego najzabawniejsze?
- No dawaj, chociaż nie wiem co cię tak śmieszy - powiedział zażenowany Alek.
- Ona chyba jest twoją fanką. Zobacz ma koszulkę z twoim nazwiskiem i numerem.
- A czyżby jej koleżanka miała koszulkę z numerem siedem? Ciekawe którego zawodnika to koszulka? Czyżby Kurek?- powiedział Aleks chcąc się odgryść.
Dziewczyny chyba usłyszały nasze głosy, bo odwróciły się w naszą stronę. Obok poszkodowanej stała dziewczyna, która rzeczywiście miała koszulkę z numerem 7. A do tego była bardzo ładna. Od razu wpadła mi w oko. Miała długie, proste, brązowe włosy, niebieskie oczy. Była dość wysoka, jak na moje oko miała jakieś 175 centymetrów wzrostu.


PERSPEKTYWA ALKA
- Hej, bardzo przepraszam. To uderzenie piłką nie było celowe.Może w ramach rekompensaty damy wam swoje autografy? - spytałem, choć słowa głównie kierowałem do dziewczyny, która nadal przykładała lód do głowy.
                                           ****
Hej.;) Mamy kalejny rozdział;) Dziś mecz o wszystko.. SKRA- RESSOWIA;)
Za kim jesteście? Ja za Skrą.;)