czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 32


    O 06.00 wyjechaliśmy spod hali. Na miejscu okazało się, że nie tylko ja zabrałem ze sobą na wyjazd swoją dziewczynę – Bartek również zabrał Karolinę, a Maciek Majkę.
   Razem z Justyną usiadłem na pierwszym miejscu przed tyłem. Zająłem miejsce od okna. Po naszej drugiej stronie usiadł Bartek z Karoliną. Myślałem, że Karola usiądzie z brzegu, żeby pogadać ze swoją przyjaciółką, ale ona usiadła od okna. Na tyle usiadł Kłos, Zati, Muzaj, Kinga i Winiar. Oczywiście siedzący na tyle zaczęli odwalać, a ja, Justyna i Bartek śmialiśmy się z nich. Karolina za to była jakaś przygaszona, cały czas się patrzyła  okno, nie odkręcała się na tył. A przecież powinna być szczęśliwa. Wiadomość o tym, że jest w ciąży z Bartkiem rozeszła się już po całej drużynie, ale nie dotarła jeszcze do mediów, o co Bartek nas poprosił, żebyśmy nikomu nic nie rozgadali. Zgodnie z obietnicą trzymałem język za zębami, ciekawy byłem ile wytrzyma np. taki rozgadany Kłos albo roztargniony Winiar.
   Smutek Karoliny jakoś mnie zaintrygował. Obserwowałem ją, próbując jakoś zrozumieć, czemu się nie cieszy. Niestety, nic nie wywnioskowałem z tego jej ciągłego patrzenia w okno. Po jakimś czasie jej zachowanie się zmieniło. Kiedy Bartek coś mówił, albo wybuchał śmiechem, ona patrzyła na niego ukradkiem, a na jej twarzy malowały się ciężkie do odczytania uczucia. Powiedziałbym, że widziałem u niej smutek, przerażenie (nie wiem, skąd), miała przepraszający wzrok, jakby czegoś żałowała... Może chodziło o te dziecko? Może wcale nie planowała zajść w ciąże, jeszcze nie teraz, może czekała do ślubu, może miała nadzieję, że Bartek jej się oświadczy, pobiorą się i dopiero potem będą myśleć o dziecku... A może w ogóle nie chciała zajść w ciążę?
   Spróbowałem jakoś zapomnieć o tym, co zauważyłem i dalej żartować i rozmawiać z osobami siedzącymi najbliżej, dzięki czemu podróż minęła mi szybciej.
   W Rzeszowie byliśmy o 11.00, pojechaliśmy do hotelu, odpoczęliśmy po podróży, zjedliśmy obiad i półtorej godziny po posiłku poszliśmy na trening. To był nasz ostatni trening przed jutrzejszym meczem. Ostatni sprawdzian formy i rozgrywamy mecz towarzyski z Resovią, a za tydzień mecz odbywa się u nas.

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
   Na wyjeździe miałam pokój z Majką i Karoliną. Nawrocki stwierdził, że nie potrzeba rozpraszać chłopaków przed meczem. Pogodzona z tym, że przez te dwie noce nie będę spała ze swoim chłopakiem, zaniosłam swoje rzeczy do pokoju, po czym po odpoczynku i obiedzie poszłam z chłopakami na trening. Przyglądałam się ich grze, a kiedy nadszedł koniec treningu i chłopacy zaczęli schodzić z hali do szatni, na boisko weszli zawodnicy Resovii. Modląc się, żeby tylko Zibi mnie nie zobaczył, razem z Karoliną i Majką zeszłyśmy z trybun i poszłyśmy w stronę wyjścia.
- Myślałaś, że uciekniesz? – usłyszałam czyjś głos za plecami, kiedy sięgałam klamki.
- Krzysiek...- odetchnęłam z ulgą, słysząc głos inny niż ten Zbyszkowy.
- No ja wiem, że pewnie spodziewałaś się Zbyszka, ale mogłabyś okazać choć trochę radości, że widzisz starego przyjaciela. – powiedział, na co się uśmiechnęłam.
- Właśnie o to chodzi, że nie chce spotkać Zbyszka. – mówiąc to wspięłam się na palce i zaczęłam rozglądać po hali, ale na szczęście Zbyszek stał zwrócony do nas tyłem pogrążony w rozmowie z Achremem.
- No wspominał coś wcześniej, że ze sobą zerwaliście.
- No właśnie. Więc jeśli pozwolisz, to pójdę już, bo nie chcę, żeby mnie zobaczył. Porozmawiamy kiedy indziej. – uśmiechnęłam się przepraszająco. – Cześć.
   Praktycznie wybiegłam z hali i ustałam na parkingu czekając na resztę. Karolina z Majką poszły pod szatnię, żeby tam poczekać na chłopaków, a ja usiadłam na jednej z ławek na zewnątrz. Po chwili drzwi do hali otworzyły się i ze środka wyszedł... Co? Zbyszek? Skąd on kurwa wie, że tu jestem?
- Igła chyba nie potrafi nic zachować w tajemnicy, co? – rzuciłam kpiąco, kiedy usiadł obok mnie.
- To on wiedział, że jesteś na hali? – zdziwił się Bartman, na co ja zapytałam:
- To nie powiedział ci?
- Nie, Pit mi powiedział. Widział cię, jak siedziałaś na trybunach.
- Taaa... to po co przyszedłeś? – zapytałam.

PERSPEKTYWA ZBYSZKA:
- Chciałem pogadać. – zawsze, jak dziewczyna ze mną zerwała pierwsza, przeprowadzałem z nią ta rozmowę, po której się powrotem schodziliśmy, a po jakimś czasie to ja z nią zrywałem. Oczywiście takie rozmowy nie odzywały się często, bo to zawsze ja zrywałem z laskami.
- No to słucham. – powiedziała  oschle.
- Na pewno przemyślałaś nasze rozstanie? – zapytałem. Takie gierki zawsze działały na dziewczyny. O ile były puste i naiwne, ale po odpowiedzi Justyny zrozumiałem, że będę musiał bardziej się postarać o to, żeby do mnie wróciła, bo ona to raczej naiwna nie jest.
- Boże, Zbyszek, jak dla mnie to było wieki temu, zapomniałam już o tobie.
- Co, znalazłaś sobie już pocieszenie? – zapytałem kpiąco.
- A ty to już pewnie nie jedno. – odpyskowała.
- Nie. Byłem zbyt przybity naszym rozstaniem, żeby moc znaleźć sobie inną. Cały czas byłem pogrążony w rozmyślaniach o tobie.
- Taaa, jaaasne. Uważaj, bo ci uwierzę. – prychnęła.
- Nie myślałaś może o tym, żeby do mnie wrócić?
- Chyba śnisz. – rzuciła.
   Kurde, z nią nie będzie tak łatwo jak z tymi innymi panienkami.
- Co noc śnię o tobie, mój aniele. – powiedziałem.
- Tak? Bo ja unikam cię jak diabła.
- Dlaczego nie chcesz do mnie wrócić. Przecież pasowaliśmy do siebie.
- Bo już cię nie kocham? Po za tym był to związek na odległość, mam już innego chłopaka, a w ostatnim czasie tyle się zdarzyło z moim życiu...
- Co się zmieniło? – zapytałem.
- Gdybyś wtedy przy mnie był, to byś wiedział. – odparła.
- No powiedz. – poprosiłem.
-Na pewno chcesz wiedzieć? – zapytała, a ja pokiwałem głowa, choć tak naprawdę nie obchodziło mnie to. – Prześladował mnie były, ale na razie na szczęście nie daje o sobie znaku, więc już myślę, że o mnie zapomniał, po za tym byłam na kilka dni w Serbii, potem jak wróciłam dowiedziałam się, że moja matka ma raka, wkrótce umarła, dwa dni temu był jej pogrzeb... – to mówiąc miała łzy w oczach. – A ciebie wtedy przy mnie nie było, nie obchodziło cię to co się u mnie dzieje, nawet się ze mną nie kontaktowałeś, nie dowiadywałeś się, co u mnie, nie pocieszałeś, wspierał mnie i kochał wówczas ktoś inny.
- Przykro mi z powodu twojej straty. – naprawdę było mi przykro.
- A, i jeszcze w między czasie próbowałam popełnić samobójstwo, ale mi się nie udało. A szkoda. Nie musiałabym tu teraz być i użerać się z jakimś namolnym byłym. Więc goń się i wypierdalaj na zawsze z mojego życia! – powiedziała, a po policzku pociekła jej łza, kiedy wstała z ławki i odeszła.
- Justyna, ty naprawdę próbowałaś się zabić? – zawołałem za nią, ale nie usłyszałem odpowiedzi. Tylko się obejrzała, ze łzami lecącymi po policzkach, spojrzała na mnie smutnym wzrokiem, po czym poszła.
*****************************************************************

Komentujesz= motywujesz ;D

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 31


   Nie pamiętam, jak wróciłam na cmentarz. Nie pamiętam, jak wróciłam do domu. Pamiętam tylko, że było mi ogromnie smutno, nie robiłam nic, tylko płakałam i prawie w ogóle z nikim nie kontaktowałam. Pamiętam tylko rękę Bartka, która prowadziła mnie na cmentarz, a potem mocne objęcie Aleksa, kiedy prowadził mnie do samochodu. Nic więcej. Teraz leżałam w naszej sypialni, otulona kocem i patrzyłam się w przestrzeń, wspominając mamę. Przed oczami miałam jej obraz – wesołej, zadowolonej z życia kobiety. Odpowiedzialnej, pewnej siebie, z poczuciem humoru. Miała kochającego męża i dwie córki, którzy teraz opłakiwali jej odejście.
- Przyniosłem ci herbaty. – powiedział Aleks, wchodząc do pokoju i niosąc mi kubek z parującym płynem.
- Dzięki, ale nie mam ochoty. – powiedziałam, ocierając oczy chusteczką.
- Wypij, za godzinę będzie kolacja.
- Nie jestem głodna.
- Justyna, no! Ja wiem, że to dla ciebie trudne, ale postaraj się żyć tak, jak dawniej.
- Aleks, ja nie potrafię zapomnieć... – załkałam.- Ja ci nie mówię, że masz zapomnieć, tylko masz żyć, jak dawniej. Masz pamiętać o swojej mamie, ale nie zaniedbywać siebie i swoich bliskich. Nie możesz zaszyć się w domu i ciągle siedzieć i płakać. Musisz chodzić na wykłady, skończyć studia, ułożyć sobie życie... Proszę, zrób to dla mnie. I dla reszty swoich bliskich.
- Aleks, proszę, zostaw mnie na razie samą. Ja... Obiecuję, że postaram się żyć jak wcześniej, ale od jutra, dobrze? Teraz chciałabym zostać sama.
- Dobra, dziś się mnie pozbędziesz, ale jutro nie będzie tak łatwo. – powiedział i wyszedł.

PERSPEKTYWA ALEKSA:
   Wiedziałem, że Justynie nie jest łatwo. Trudno jest się pozbierać po tym, jak umiera bliska ci osoba, a ktoś, kogo kocha, całuje twoja przyjaciółkę, a ty próbujesz popełnić samobójstwo. Jednak wiedziałem, że jej się uda. Justyna jest silna, musi tylko zebrać się w sobie i próbować żyć tak, jak przed tym wszystkim. Wiem, że ją na to stać. Rozumiem, że musi zostać trochę sama, czasem potrzebna jest samotność, wyciszenie, żeby się pozbierać i ogarnąć swoje myśli. Nie miałem nic przeciwko, ale bałem się. Bałem się tego, że jak stracę ją z oczu, to może znów spróbować się zabić. Nie miałem jednak nic do gadania, bo Justyna cały czas wypraszała mnie z sypialni, a gdybym tam został, to zapewne sama by z niej wyszła albo nakrzyczałaby na mnie, że nie rozumiem, co się do mnie mówi, że chce, żebym wyszedł, zostawił ją w spokoju itp.
   Poszedłem do kuchni i usmażyłem naleśniki. Posmarowałem je grubą warstwą nutellą, którą Justyna tak bardzo lubiła i zaniosłem jej do sypialni cały talerz naleśników i kubek kakao.
- Aleks, proszę, wyjdź. – powiedziała, jak tylko wszedłem do środka. Nie widziała, że niosłem jej kolację, bo leżała na łóżku odwrócona do ściany.
- Przyniosłem ci kolację. – powiedziałem.
- Idź sobie. Nie jestem głodna. – mruknęła.
- Masz zjeść, bo inaczej stąd nie wyjdę.
- Nie dociera do ciebie, że nie chcę/ - zapytała, a ja postawiłem tacę z jedzeniem na stoliku nocnym, siadłem na brzegu łóżka i potrząsnąłem ją delikatnie za ramię.
- Nie wyjdę stąd, dopóki nie zjesz. – zagroziłem.
- Mówiąc, żebyś mi codziennie gotował, nie miałam na myśli wpychania we mnie jedzenia na siłę. – powiedziała, ale odkręciła się w moją stronę.
- Zjesz dobrowolnie. – powiedziałem, podając jej tacę z kolacją. – Ewentualnie mogę cię nakarmić. – dodałem.
- Potrafię się posługiwać widelcem. – Justyna uśmiechnęła się, co od razu poprawiło mi humor.
- Oooo, to już jakiś postęp. – zaśmiałem się.
   Justyna zaczęła zajadać się naleśnikami, po czym spytała:
- Nie wiesz może, czy Majka gadała z Maćkiem.
- Miała z nim rozmawiać, ale czy sobie wszystko wyjaśnili... – wzruszyłem ramionami.
- Podasz mi telefon? Zadzwonię do niej. – powiedziała, a ja wstałem i podałem jej komórkę. Wykręciła numer siostry i zaczęła rozmawiać. Po kilku minutach rozłączyła się i opowiedziała mi, czego dowiedziała się od Majki. Ta dziewczyna z kawiarni to podobno jakaś znajoma Macka. Od początku wiedziałem, że Muzaj nie zdradzałby Majki. To nie ten typ chłopaka, którzy chodzą z jedną, a drugą mają na boku.
- Pewnie chciałabyś teraz wziąć relaksująca kąpiel i porządnie się wyspać przed jutrzejszym wyjazdem? – zapytałem, kiedy Justyna pochłonęła ostatni naleśnik.
- Ciekaw byłem, co odpowie. Na 90% byłem pewien, że zapomniała o jutrzejszym wyjeździe do Rzeszowa.
- O matko, dobrze, że mi przypomniałeś, bo bym zapomniała! – zawołała, podrywając się z łóżka, zbijając przy okazji talerz po naleśnikach.
- Zamieszkanie ze mną chyba nie było dobrym pomysłem. – skrzywiła się, parząc na rozbite naczynie. – Jak tak dalej pójdzie, to zdemoluję ci cały dom. – dodała, po czym zaczęła zbierać ostre kawałeczki.
- Zostaw, ja sprzątnę, a ty się pakuj na jutro. O 06.00 wyjeżdżamy...
- Kurwa! – zawołała, podrywając się do góry.
- Mówiłem, żebyś to zostawiła... – westchnąłem, kiedy na jej palcu zobaczyłem szkarłatna ciecz. Sięgnąłem chusteczkę z pudełka stojącego na łóżku, który przyniosłem Justynie, kiedy tak leżała i połkała, po czym owinąłem jej palca. Zaprowadziłem ją do łazienki, gdzie opatrzyłem tą małą, niegroźną rankę i kazałem wziąć relaksująca kąpiel, podczas gdy ja poszedłem posprzątać szkło. Chciałem ją spakować, ale się nie zgodziła, mówiąc, że chciałaby jakoś wyglądać na tym wyjeździe. Poirytowany poszedłem do sypialni i skończyłem pakować siebie, a po jakiejś godzinie usłyszałem wołanie Justyny. Podszedłem do drzwi od łazienki, a ona powiedziała:
- Przynieś mi jakąś swoją koszulkę...
- Na co ci? – zapytałem, choć domyślałem się odpowiedzi.
- Do spania, a do czego innego? – odpowiedziała mi pytaniem na pytanie.
- Nie masz swojej piżamy? – spytałem.
- Mam, ale męskie t-shirty są wygodniejsze. – powiedziała, a ja udałem się do sypialni i wyłaje z szafy jakąś koszulkę. Poszedłem z powrotem do łazienki i powiedziałem, że przyniosłem jej coś do spania.
- Wejdź! – krzyknęła, a ja otworzyłem drzwi.
   Justyna stała przy lustrze, owinięta tylko ręcznikiem, rozczesując swoje wilgotne włosy. Stała do mnie tyłem, jej twarz widziałem w odbiciu lustra. Zmierzyłem jej od góry do dołu. Na jej ciele widać jeszcze było gdzieniegdzie kropelki wody, wilgotne włosy przykleiły się do karku i ramion. Naszła mnie ochota, żeby do niej podejść, zacząć całować po szyi i ściągnąć z niej ten ręcznik. Zamiast tego jednak podałem jej koszulkę, muskając palcami jej palce. Wyszedłem i położyłem się do łóżka, a po kilku minutach Justyna również wyszła z łazienki, ubrana w mój t-shirt. Znów zacząłem lustrować ją wzrokiem, zatrzymując spojrzenie na dłużej na jej długich i zgrabnych nogach, odsłoniętych prawie w całej okazałości, zasłaniał je tylko mój sięgający jej do połowy ud podkoszulek...
- Ekhm. – Justyna odchrząknęła i zmusiłem się przesunąć swój wzrok z jej ud na twarz. – Czy ty to przypadkiem nie musisz się wyspać? – zapytała, podchodząc do szafy i sięgając stamtąd walizkę.
- O nie. – zaprzeczyłem. – Poczekam na ciebie.
- No to trochę się naczekasz, bo będę się pakować. – powiedziała, a ja domyśliłem się, że trochę to potrwa.
- Pomóc ci? – zapytałem.
- Nie, dzięki. Poradzę sobie sama. – powiedziała, wkładając do walizki jakieś ubranie.
- Przecież możesz wybierać ubrania, a ja będę je pakował. – powiedziałem, wstając z łóżka.
- JN dobrze. – powiedziała, podając mi jakieś ubranie. Włożyłem je do walizki i takim sposobem zapełnili ją całą, po czym położyliśmy się spać, bo jutro o 06.00 był już wyjazd do Rzeszowa, którego Tyche się obawiałem...
******************************************************************

:)

środa, 30 października 2013

Rozdział 30


- Yyy... Cześć Maciek. – mruknęłam, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Co ty tutaj robisz? – zapytał, na co ja zbulwersowana odpowiedziałam:
- Stoję, nie widać?
- Nooo... widać, ale...
- Przyszłam porozmawiać. – przerwałam mu, czując, że musze jak najszybciej wyrzucić to z siebie.
- Czy to nie może poczekać? Możemy porozmawiać po treningu? – zaproponował, a ja pokiwałam głową, odwróciłam się i poszłam na halę. Usiadłam na trybunach, czekając na koniec treningu. Nie wiem, dlaczego nie powiedziałam mu od razu swoich wątpliwości. Spanikowałam. Mogłam się po prostu spytać, kim była ta dziewczyna w kawiarni, z którą tak przyjemnie mu się rozmawiało, ale nie dałam rady. Coś odradzało mi rozmowę z Maćkiem na ten temat, ale ja musiałam wiedzieć prawdę. To właśnie dlatego zgodziłam się na spotkanie po treningu. Chciałam też pogadać na spokojnie i bez publiczności, więc hala nie bardzo była odpowiednim miejscem.
   Przez półtorej godziny siedziałam na trybunach i oglądałam grę chłopaków, wyobrażając sobie naszą rozmowę. Miałam skrytą nadzieje, że ta dziewczyna okaże się jakąś kuzynką Maćka i dlatego pocałował ją w policzek. Miałam jednak złe przeczucie... Bałam się jego odpowiedzi. I jeszcze dziś ten pogrzeb... Miałam nadzieje, że pójdzie na niego razem ze mną, będzie mnie wspierał w tej trudnej dla mnie sytuacji, ale wszystko wskazywało na to, że dziś się pokłócimy i przyjdzie mi leczyć ból w samotności.
   Nareszcie nadszedł koniec treningu, a ja wyszłam na parking, gdzie zaczęłam czekać na Maćka. W pewnym momencie z hali wyszedł Aleks i kilkoro innych siatkarzy, ale nie zauważyłam wśród nich mojego chłopaka.
- Jedziesz ze mną? – zapytał Atanasijevića, a ja odpowiedziałam:
- Nie, poczekam na Maćka. Przecież muszę z nim pogadać. – powiedziałam, a siatkarze błędnie odczytali nasze słowa.
- Aleks, Justyna o tym wie? – zaśmiał się Plina.
- O czym? – zdziwił się Alek.
- O tym, że zdradzasz ją z jej siostrą. – tym razem roześmiał się Zati.
- Wszystko jej opowiem, zobaczysz. – pogroził mu palcem Kłos.
- Dajcie spokój. Majka po prostu zatrzymała się u nas. – Alek przewrócił oczami. Dalej już ich nie słuchałam, bo z hali wyszła osoba, na której nie mogłam się doczekać, a jednocześnie obawiałam się spotkania z nią.
- Hej, kotek. – przywitał mnie tak, jak zawsze i podszedł, żeby mnie pocałować. Stanęłam bez ruchu i nie odwzajemniłam jego pocałunku, gdy dotykał swoimi wargami moje usta.
- To o czym chciałaś ze mną porozmawiać? – zapytał Muzaj. Wzięłam głęboki wdech i zapytałam prosto z mostu:
- Czy ty kogoś masz?
    Cisza. Po kilku sekundach usłyszałam śmiech Maćka.
- Kochanie, skąd ci to przyszło do głowy? – roześmiał się.
- Po prostu pytam. Chcę być pewna. Ja... – zaczęłam, ale urwałam.
- Mów dalej. – Maciek uśmiechnął się, zachęcając do kontynuowania.
- Widziałam cię w kawiarni z jakąś dziewczyną...
- I z tego wywnioskowałaś, że mam kogoś na boku? – zapytał z niedowierzaniem.
- Nie, ja... Widziałam, jak ty ja pocałowałeś... w policzek... – powiedziałam cicho, spuszczając głowę. Nie wiem, dlaczego tak trudno było mi rozmawiać z Maćkiem na taki temat. Zawsze zazdrościłam Justynie tej pewności siebie i odwagi.
- To moja znajoma. – powiedział, a ja pomyślałam, że zwykłej znajomej nie całuje się w policzek na pożegnanie. Na razie jednak postanowiłam uwierzyć w tą wersję i nie przysparzać sobie więcej zmartwień. Musiałam wrócić do domu i przebrać się, żeby na 13.00 być gotowa na pogrzeb.
- Maja, o której mam po ciebie przyjechać? – zapytał Maciek.
- Ale że kiedy? - zapytałam głupio, zanim pojęłam sens jego słów.
- No na pogrzeb. – przypomniał mi, a ja ucieszyłam się w duchu, że mój ukochany będzie mi towarzyszył w tej trudnej dla mnie i mojej rodziny chwili.
- Może wpół do trzynastej? – zaproponowałam.
- Okay, przyjadę po ciebie. Odwieźć cię teraz do domu? – zaproponował, a ja z chęcią przystałam na jego propozycję.

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
   Wyszłam wcześniej z uczelni, żeby nie spóźnić się na pogrzeb. O 12.00 byłam już w domu, w którym miałam teraz mieszkać wraz ze swoim ukochanym. Aleks stał w kuchni, skąd dochodził przyjemny zapach.
- Czyli jednak zamierzasz mi codziennie gotować? – roześmiałam się, na co on odpowiedział:
- Nie, po prostu mam dziś dzień dobroci dla zwierząt. – zaśmiał się, za co dostał kuksańca w bok.
- Co tam dobrego zrobiłeś?  -zapytałam.
- Spaghetti. Lubisz?
- Uwielbiam. Moja mama... – zaczęłam, a na wspomnienie o mamie do oczu napłynęły mi łzy. Mrugnęłam kilka razy, aby je powstrzymać, po czym kontynuowałam:
- Moja mama zawsze robiła mi spaghetti, kiedy tylko miałam ochotę. Robiła najlepsze spaghetti na świecie.
   Aleks podszedł i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ramiona, które były mi ostoją w trudnych chwilach, takich jak ta.
- Muszę iść się przebrać. – powiedziałam, niechętnie wyplątując się z jego objęć.
- Poczekaj, najpierw zjedz. – powiedział mój kochany Serb, po czym nałożył mi porcję spaghetti. Usiadłam razem z nim do stołu i zjedliśmy obiad, po czym poszłam się przebrać. Założyłam uszykowaną wczoraj czarną sukienkę i baleriny. Za piętnaście pierwsza zbierałam się do wyjścia, kiedy zobaczyłam, że Aleks również wychodzi. Był ubrany w czarny garnitur i czarną koszulę. Zrozumiałam, że on jedzie ze mną. Wsiedliśmy do jego samochodu. Po drodze Aleks zatrzymał się przy jakiejś kwiaciarni. Przypomniałam sobie, ze przecież nie mam żadnej wiązanki... na szczęście Aleks o tym pomyślał. Na wstążce przy wieńcu, który odebrał, było napisane ,,Kochanej matce - córka Justyna". Oczy zaszły mi łzami, kiedy Alek kładł na tylnie siedzenia wiązankę, a ja wiedziałam, że robi to wszystko dla mnie. Że mnie kocha. Kiedy z powrotem znaleźliśmy się w samochodzie, pocałowałam go w policzek i podziękowałam. Cieszyłam się, że mam w nim takie wsparcie.
   Kiedy dojechaliśmy na miejsce, przed kościołem stała bardzo duża grupa ludzi. Widziałam tam wiele członków naszej bliższej i dalszej rodziny, a także chyba całą drużynę Skry włącznie z trenerami. Kurek. Kłos i Winiarski trzymali w rękach ogromny wieniec. Zaczęła mi lecieć pojedyncza łza, a Aleks ścisnął moją dłoń w celu dodania mi otuchy. Podeszłam przywitać się z rodziną, a następnie ze skrzatami.
   Po mszy pojechaliśmy na cmentarz. Kiedy wkładano mamę do grobu, nie mogłam wytrzymać. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że straciłam tak bliską osobę. Zaczęłam płakać. Popatrzyłam na Majkę i tatę. Tata obejmował ją ramieniem, a z jej drugiej strony, trzymając ja za rękę, stał Maciek. Pewnie wszystko już sobie wyjaśnili. Tata z Majką płakali, Maciek próbował dodać mojej siostrze otuchy. Nie mogłam dłużej tam być. Bardzo brakowało mi mamy. Wyszłam z cmentarza. Szłam przed siebie, jak najdalej od tego miejsca. Po kilku metrach, przez łzy zobaczyłam przede mną jakąś postać. Przyjrzałam się jej bliżej. To był Bartek. Nic nie powiedział, tylko mocno mnie przytulił.
- Nie powinnam się tak zachowywać. W końcu to pogrzeb mojej matki. - powiedziałam, płacząc.
- Na twoim miejscu każdy by się tak zachował... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie! Nie każdy! Łatwo ci powiedzieć, bo ty pewnie nigdy nikogo bliskiego nie straciłeś...
- Kiedyś zmarł mój najlepszy przyjaciel... - powiedział łamiącym głosem.
- Mówisz to, żeby mnie pocieszyć, czy jak? - zapytałam przez łzy.
- Nie, mówię ci to, żebyś wiedziała, że nie tylko ty straciłaś kogoś bliskiego. Inni też cierpią...
- Wiem o tym, ale nie koniecznie tak jak ja...
- Justyna, zachowujesz się egoistycznie. – powiedział, a do mnie dotarło, że to niestety prawda. Nie odezwałam się, a on kontynuował – Myślisz, że jestes jedyna osobą na tym świecie, której dzieje się krzywda, że cierpisz najbardziej i nie dostrzegasz, że ktoś inny potrafi cierpieć bardziej od ciebie. Mi też nie było łatwo pogodzić się ze śmiercią przyjaciela, ale wiedziałem, że muszę z tym żyć, bo inni mnie potrzebowali. Spójrz na swojego tatę, na swoją siostrę... Oni cię potrzebuję. Cierpią tak samo jak ty.
- Chcę zostać sama...
- Nie możesz zostać sama. – Bartek pokręcił głową. – Już raz zostałaś sama. Poza tym, łatwiej jest znieść cierpienie, jeśli ktoś jest obok.
Czasem trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni. Wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.
- Proszę cię, chcę zostać sama. – powtórzyłam.
- Tutaj, przed cmentarzem? Chodź, odprowadzę cię do domu.
- Nie, Aleks mnie odwiezie. W końcu z nim mieszkam. – powiedziałam, cofając rękę, za którą Bartek chciał mnie złapać.
- Przepraszam, nie wiedziałem... To może wróć chociaż na cmentarz? – powiedział Bartek, a ja tym razem dałam mu się wziąć za rękę i poprowadzić z powrotem.
***********************************************************************

Czyta to ktoś? ;D

wtorek, 17 września 2013

ROZDZIAŁ 29


Ujrzałam pięknie nakryty stolik. Stał on obok ściany. A na ścianie… Widniała tapeta na której była namalowana duża piłka mikasy, a na niej napis : JUSTYNA KOCHAM CIĘ!
Nagle poczułam intensywny zapach perfum. Tak, to był Aleks.
- I jak podoba ci się? – spytał chwytając mnie za dłoń.
- Nie wiedziałam że taki z ciebie romantyk. – zaśmiałam się.
- To źle? – zasmucił się.
- Chyba nie… - zamyśliłam się. – Dziękuję. – namiętnie go pocałowałam.
- Siadaj, nawet coś ugotowałem.
- Nie wierzę. – roześmiałam się. – To ten sam Aleks?
- Bardzo śmieszne.  – pokręcił głową.
- To co dziś jemy? – zapytałam.
- Kurczak z ryżem.
- I teraz będzie tak codziennie? Będziesz mi gotował? – roześmiałam się.
- Ej, tak dobrze to nie ma. – uśmiechnął się.
Po zjedzonej kolacji postanowiliśmy obejrzeć jakiś film przy lampce wina.  Padło na ,, Kochaj i tańcz’’.
Położyłam się wygodnie na kolanach Aleksa. Po godzinie, musieliśmy przerwać oglądanie filmu, ponieważ ktoś zaczął dzwonić do drzwi.
- Zapraszałaś kogoś? – spytał Atanasijević.
Pokręciłam głową i skierowałam się do drzwi.
- Majka? Co się stało? – spytałam, gdy ujrzałam zapłakaną siostrę. Od razu obok mnie zjawił się Aleks.
Przytuliłam siostrę a następnie skierowaliśmy się do salonu.
- To ja zostawię was same. – zaproponował siatkarz.
- Nie, zostań. – wydusiła z siebie Majka.
- Opowiesz mi co się stało?
Pokiwała głową.
- On ma inną. – z jej oczu lały się łzy.
- Maciek? – zdziwił się Alek.
- Tak.
- Dlaczego tak myślisz?
- W ogóle nie ma dla mnie czasu.
- Majka, ale przecież wiesz, że on jest siatkarzem, to jego praca. Ma wyjazdy, mecze, treningi.
- Nie chodzi o to….
- A o co? – zapytał Aleks.
To jego kolega klubowy. Pewnie nie mógł w to uwierzyć, z resztą ja też. Bardzo go polubiłam.
- Pewnego dnia wybrałam się do kawiarni z Paulą. I kogo zobaczyłam? Maciusia, jak siedział z jakąś dziewczyną przy stoliku.
- Ale to jeszcze nie zdrada. – roześmiał się Aleks, a ja zgromiłam go wzrokiem.
- Może i nie. Ale cały czas się do niej uśmiechał, a nawet złożył jej pocałunek w policzek.
- My w ogóle mówimy o tym samym Maćku? – pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Justyna… Co ja mam robić?
- Jeśli chcesz możesz zostać u nas ile chcesz. Jutro się zastanowimy. – zaproponował Aleks.
Spojrzałam na niego. Widać było że przejął się tą całą sytuacją.
- Alek ma rację. Zostań ile chcesz, a ja zadzwonię do taty, żeby cię usprawiedliwił w szkole. Powinnaś też porozmawiać z Maćkiem…
- Możesz jechać ze mną na trening, bo chyba i tak będziesz się nudzić. No wiesz, Justyna na wykłady…
- Dzięki, nie wiem co bym bez was zrobiła. – podeszła do nas i każdego z nas ucałowała.
- Ej, ej mam być zazdrosna? – zaśmiałam się, gdy pocałowała w policzek Atanasijević`a.
- Nie, no co ty. – otarła łzy.
Razem z Alkiem pokazaliśmy jej pokój w którym będzie spała. Przechodząc, spojrzała na ścianę, na której była tapeta z piłką.
- No szwagier. Kto by pomyślał…. – rozmarzyła się, a Alek zaczął ją łaskotać. Patrzyłam na nich, jak na dzieci, które mają po 6 lat.
- Dobra, dobra. – zaśmiał się Alek, poprzestając torturom.
- No to o której ten trening?
- O 9.00. Wyjeżdżamy o 8.30. Tylko bądź gotowa punktualnie.
- Jasne… - weszła do pokoju, a my z Alkiem skierowaliśmy się do naszej sypialni.
Wzięłam prysznic. A następnie weszłam do ciepłego łóżka. Wtuliłam się w Alka i natychmiast zasnęłam.
PERSPEKTYWA MAJKI:
Wstałam o 8.00 Tak naprawdę pół nocy nie spałam. Boję się rozmowy z Maćkiem. Pewnie pomyśli sobie że go śledzę, czy coś. Układałam sobie w głowie tysiące scenariuszy naszej rozmowy.  A jeśli on mnie nie zdradza, może to ja sobie coś ubzdurałam?
Zeszłam na dół. Justyny już nie było. Zastałam Alka jedzącego śniadanie.
- Siadaj, zrobiłem kanapki. Tu masz sok. – postawił przede mną, gdy usiadłam obok niego.
- Nie jestem głodna.
- Musisz to zjeść, inaczej nie pojedziesz. – zaczął mnie szantażować.
- Jej, jesteś gorszy niż Justyna. – zaśmiałam się.
Poczęstowałam się jedną kanapką a następnie popiłam ją sokiem.
- To jak jedziemy? – spytał Aleks. Spojrzałam na zegarek. 8.30.
- Tak. – powiedziałam i poszłam założyć buty i płaszczyk. Jak na jesień, było wyjątkowo ciepło.
Wsiedliśmy do samochodu i skierowaliśmy się w kierunku hali.
- Jeśli chcesz mogę ja najpierw pogadać z Maćkiem, może mi coś powie? – zaproponował siatkarz.
- Nie, nie chcę cię w to mieszać. Wiem że się przyjaźnicie. Nie chcę żebyś miał potem przeze mnie problemy. Muszę ja to zrobić, ale dzięki. – podziękowałam mu uśmiechem.
W sumie z tego Alka to fajny chłopak. Moja siostra dobrze trafiła. Miły, opiekuńczy, przystojny….
Po 20 minutach dojechaliśmy na halę.  Wysiadłam z samochodu i skierowałam się za Atanasijević`em.
- To ja tu na ciebie poczekam. – powiedziałam, gry dotarliśmy pod szatnię Bełchatowian.
- Jasne. – powiedział i zniknął za drzwiami.
- Majka? Co ty tu robisz? – usłyszałam czyiś głos. Tak, to był Maciek.
************************************************************************
Eh... Aż głupio mi po takim czasie dodawać kolejny rozdział... Dlaczego nas nie było? Brak czasu, nauka... Ale uwaga. Powracamy! Komentujesz - motywujesz :)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 28

Kiedy weszłam do sali, zobaczyłam siedzącego przy łóżku Bartka. Na mój widok usmiechnął się niepewnie i podniósł się z krzesła.
- Dlaczego nie przyszedłeś razem z chłopakami? - zapytałam.
- Byłem u Karoliny. - wyjaśnił, po czym dodał - Po tym wszystkim, co wydarzyło się miedzy nią a Aleksem, pomyślałem, że może miedzy nami by się jakoś ułożyło, ale...
- Bartek... Ja jestem z Aleksem. - przerwałam mu.
- Po tym wszystkim, co ci zrobił? - spytał z niedowierzaniem. - Zresztą, to i tak nie ma znaczenia, bo muszę wrócić do Karoliny.
- Jak to: musisz? - zdziwiłam się.
- Karolina jest w ciąży. Nie mogę jej tak zostawić.
- A jesteś z nią szczęśliwy?
- Szczerze? Sam już nie wiem. Niby ją kocham, ale nie mogę zapomnieć o tym, co się wydarzyło? A jeśli to jest dziecko Aleksa?
Zaskoczyła mnie ta sugestia.
- Ty chyba nie mówisz poważnie.
- A jesteś pewna, że to było tylko jednorazowe spotkanie?
- A który to tydzień? - zapytałam.
- Drugi czy trzeci...
- Przecież Aleks był wtedy w Serbii. - powiedziałam z ulgą. Gdyby to było dziecko Aleksa, to nie wybaczyłabym jemu i Karolinie do końca życia.
- Justyna, ja wiem, że ja muszę zaopiekować się tym dzieckiem, ale pamietaj, że nadal coś do ciebie czuję.
- Zostańmy przyjaciółmi. Tak bedzie lepiej dla nas wszystkich. Nie mów Karolinie o tym, co do mnie czujesz. Może to tylko chwilowe.
- Może masz rację... Wiesz, co? Moje dziecko będzie miało ładną chrzestną. - zaśmiał się Bartek.
- No, piękną, zabawną, inteligentną, a w dodatku skromną... - roześmialiśmy się, po czym wpadłam na pewien pomysł - Może uczcimy to kawałkiem ciasta?
- Kupiłaś ciasto?
- Można tak powiedzieć. - odpowiedziałam, krojąc mu kawałek sernika. Wręczyłam mu talerzyk i usiadłam na łóżku.
- A ty ze mną tego nie uczcisz? - zapytał Bartek.
- Chcesz, żeby dziecko miało chrzestną, czy nie?
Nic nie powiedział, tylko wzruszył ramionami i spróbował kawałek. Uważnie obserwowałam jego reakcję. Zaczął żuć sernik, a ja nie mogłam się powstrzymać żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Która cukiernia ma dość swoich klientów i otruwa ludzi? - zapytał, kiedy udało mu się przeżuć ciasto.
- Skra Bełchatów. Mówi ci to coś? - zaśmiałam się.
- Oni upiekli ci ciasto? - zaśmiał się. - Cukierki w serniku to coś nowego. Który to taki pomysłowy?
- Szfagier.
- Czyj szfagier?
- Mój szfagier.
- Nie mów, że Karol. Mieć go w rodzinie? To nie wróży nic dobrego. - zaśmiał się.
- Rodziny się nie wybiera, ale chyba bym się jej wtedy wyparła.
- No to kto w końcu ma zaszczyt być twoim szfagrem?
- Taki zaszczyt nie przypada byle komu. - powiedziałam z uśmiechem, po czym dodałam - Maciek chodzi z Majką.
- No to niedługo wesele?
- No jak pan młody będzie zamierzał upiec tort, to ja poważnie zastanowię się, czy przyjść na te wesele. A kiedy wasz ślub? - spytałam, a widząc jego zmieszaną minę, dodałam - Przepraszam, nie powinnam była pytać.
- Nie o to chodzi. Po prostu nie rozmawialiśmy o tym. Dopiero co się z nią pogodziłem. - powiedział a ja przytaknęłam.
- Jedziesz z nami do Rzeszowa? - spytał.
- Tak, a Karolina jedzie?
- Raczej tak. Jeszcze siostra Karola ma jechać z nami.
- A jak się nazywa?
- Kasia. Kiedyś ją poznałem. Fajna dziewczyna.
- Oj, bo Karolina będzie zazdrosna.
- A ty nie? - spytał, a ja nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć.
Poważnie zastanowiłam się nad tym, co czuję do Bartka. Ufałam Bartkowi, ale nie mogłam zrobić tego Alkowi. Jak on by się wtedy poczuł? Jednego dnia mówię mu, że zależy mi na nim, a następnego dnia przychodzi Bartek, opowiada, że nie jestem mu obojętna, a ja od razu się z nim wiążę. Sama nie wiem czego chcę. Nigdy nie umiałam podejmować decyzji. Zresztą nie mogłam pozwolić, żeby dziecko nie miało ojca.
- Bartek... - zaczęłam.
- Wiem, wiem, nie powinienem, ale to silniejsze ode mnie. Muszę lecieć do Karoliny. Pa. - powiedział i wyszedł.
- Pa. - powiedziałam, kiedy drzwi się już zamknęły. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.

******************************************************************************************

O 10.00 obudził mnie Aleks:
- Wstawaj, śpiochu. Wracamy do domu.
Wstałam z łóżka i spakowałam swoje rzeczy. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/727502 i poszliśmy po wypis. Następnie udaliśmy się do samochodu. Droga minęła nam szybko. Po chwili byliśmy już pod moim domem. Aleks po wyłączeniu silnika, spytał:
- Justyna, może zamieszkasz razem ze mną?
Spojrzałam na niego, aby upewnić się, czy mówi to na poważnie. W jego oczach widziałam niepewność. - Najpierw zamieszkamy u mnie, a potem wybudujemy sobie jakiś duży dom z ogrodem. - uśmiechnął się.
- No nie wiem, czy to dobry pomysł...
- Nie martw się, wazony już wszystkie pochowałem. - zaśmiał się, a ja odwzajemniłam jego uśmiech.
- Jak już wybudujemy ten wielki, piekny dom z ogrodem, to wazony będziemy przechowywali w specjalnych gablotach. - roześmiałam się.
- To jak? Wprowadzisz się do mnie?
- Wieczorem. Muszę się spakować.
- O której będziesz gotowa? To przyjadę po ciebie.
- Mam jeszcze coś do załatwienia. Około 20.00 będę. - powiedziałam i wysiadłam z samochodu, całując wcześniej Alka na pożegnanie.
Weszłam do domu i skierowałam się do salonu, gdzie siedział tata z Majką.
- Przepraszam, że zostawiłam was samych z tym wszystkim. - powiedziałam i przytuliłam ich po kolei.
- Już powoli się z tym pogodziliśmy. - powiedział tata. - Musimy podzękować twoim przyjaciołom, bo załatwili wszystko związane z pogrzebem.
- No, Majka, gratulacje. - uśmiechnęłam się do niej.
- No ja też ci gratuluję. Maciek mi powiedział, że w końcu jesteście z Alkiem razem.
- A propo Aleksa, przeprowadzam się do niego. - oznajmiłam im, wchodząc na górę.
- Kiedy? - zawołał tata, a ja odkrzyknęłam:
- Dzisiaj.
Weszłam do swojego pokoju i przebrałam się http://allani.pl/zestaw/719531 Potem sięgnełam z szafy walizkę i spakowałam trochę rzeczy. Po resztę wrócę później. Do oddzielnej torby wrzóciłam kosmetyki, zdjęcia i różne rzeczy, ktore są dla mnie ważne.
Zeszłam do kuchni po jogurt. Zjadłam go, a następnie postanowiłam zadzwonić do Karoliny. Wybrałam jej numer.
- Halo? - spytała.
- Hej.
- Cześć. Cieszę się, że się odezwałaś. Od razu chcałabym cię przeprosić. Głupio wyszło.
- To prawda, ale nie czuję do ciebie żalu. Gratulacje. Bartek mówił, że jesteś w ciąży. Halo? Jesteś tam? - spytałam bo się nie odezwała.
- Jestem, jestem.
- To jeszcze raz gratuluję. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Dzięki. - odpowiedziała krótko. W jej głosie wyczuwałam strach. - Słyszałam, że jesteś z Alkiem. Również gratuluję.
- Dzięki. Wprowadzam się do niego wieczorem.
- To życzę szczęścia. - powiedziała.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, po czym postanowiłam zbierać się do wyjścia.
Dziesięć po ósmej byłam na miejscu. Zapukałam do drzwi, ale Aleks nie otwierał. Może mnie wystawił? Postanowiłam wejść sama. Uchyliłam drzwi. To co ujrzałam wywołało u mnie uśmiech na twarzy.

sobota, 20 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 27

PERSPEKTYWA ALEKSA:
Cały czas siedziałem na korytarzu szpitalnym. Około godziny drugiej w nocy zdecydowałem się do niej zajrzeć. Nie mogłem dłużej wytrzymać. Nawet jak patrzyłem w ścianę, widziałem jej piękny uśmiech.
Otworzyłem drzwi. Spojrzałem na nią. Chyba spała. Nie wahając się usiadłem na krzesełku obok. Pogładziłem jej brąz włosy. Nagle się odezwała:
- Czy ty naprawdę nie rozumiesz, że po tym co zrobiłeś nie chcę cię znać?! - prawie wykrzyczała.
- I tak nie odpuszczę. - złapałem ją za rękę. - Kocham cię. Kiedy ty to w końcu zrozumiesz? Mam ci to wykrzyczeć?
- Ale ja cię już nie kocham... - powiedziała ze łzami w oczach, wyjmując rękę z mojego uścisku.
- Nie wierzę. - powiedziałem. - Kogo ty chcesz oszukać?
- Możesz zostawić mnie samą? - wyszeptała.
- Nigdzie nie pójdę. - powiedziałem stanowczo, a ona odkręciła się do mnie plecami. - Naprawdę myślisz, że to coś da? - spytałem podchodząc do niej z drugiej strony, a ona się znów odkręciła. - Justyna, do cholery jasnej, nie zachowuj się jak dziecko!
- Ja? To ty się zachowujesz jak... dupek. Najpierw robisz mi nadzieję, a potem przystawiasz się do mojej przyjaciółki! Traktujesz mnie jak rzecz, jak swoją zabawkę. A teraz? Teraz przychodzisz i myślisz, że wszystko będzie okay? Nie, koniec! Już nie będę taka naiwna. - wygłosiła swój monolog. - A teraz wyjdź. - dodała.
- Wiem, że zachowałem się jak idiota. Naprawdę tego żałuję, ale nie mogę przestać o tobie myśleć. Wiesz co? Moje życie bez ciebie nie ma sensu. Oczywiście, jest wiele dziewczyn, które zabiłyby się o mnie - zaśmiałem się - ale mi zależy tylko na tobie. - powiedziałem, a ona zaczęła płakać. Podeszłem do niej i ją przytuliłem. Zdziwiłem się, bo mnie nie odepchnęła.
- Aleks... Zależy mi na tobie... ale ja nie wiem... czy ci jeszcze kiedykolwiek zaufam.
- Wiem, że to trudne... ale może spróbujemy? - spytałem niepewnie.
- Może... - uśmiechnęła się przez łzy.
- Naprawdę? - spytałem, niedowierzając jej słowom.
- No chyba, że nie chcesz. - roześmiała się, a ja nic nie powiedziałem tylko pocałowałem ją w policzek. - Idź głupku do domu, odpocznij. - dodała.
- Nie, zostanę z tobą.
- A ty przypadkiem za trzy dni nie jedziesz na mecz do Rzeszowa?
- No jadę.
- A chcesz żebym z tobą pojechała?
- No jasne, że tak.
- Ale mogę jeszcze nie wrócić do zdrowia... Bo będę się o ciebie zamartwiać, że przeze mnie zawalisz mecz. - powiedziała.
- Przekonałaś mnie, ale jutro po trenigu tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. - zaśmiałem się i pocałowałem ją na pożegnanie. - Odpoczywaj. - powiedziałem i wyszedłem.

PERSPEKTYWA JUSTYNY:
Sama nie wiem czy dobrze zrobiłam. Czułam coś do tego Serba, ale nie wiedziałam czy to można nazwać miłością. Cały czas martwiłam się o Bartka. Postanowiłam, że rano do niego zadzwonię.
Rano obudził mnie jakiś hałas. Otworzyłam oczy i nad sobą ujrzałam kilkunastu skrzatów.
- No w końcu, już nie mogliśmy się doczekać, kiedy nas odwiedzisz, więc zrobiliśmy to za ciebie. - zaśmiał się Karol.
- To dla ciebie. - zza pleców Zati wyjął bukiet herbacianych róż.- To od całego teamu. - wręczył mi je, a ja go ucałowałam w policzek.
- Ej, ej...Wiem, że krótko ze soba chodzimy, bo od drugiej trzydzieści, ale...
- Drugiej trzydzieści trzy. - zaśmiałam się.
- Wiemy, wiemy. Aleks od razu nas poinformował. - pokiwał głową Cupko.
- A gdzie jest Bartek? - spytałam, rozglądając się po sali.
- Nie było go na treningu. Podobno jest przeziębiony. - powiedział Muzaj.
- Chyba raczej ma alergię... Na Aleksa. - powiedział Plina, a ja zgromiłam go wzrokiem.
- A o której macie trening? - spytałam.
- No właśnie z niego wróciliśmy. - odpowiedział Karol.
- To która godzina? - spytałam.
- 12.30 - odpowiedział mój chłopak.
- To nie koniec niespodzianek. - powiedział Muzaj.
- Młody przemawiaj. - zaśmiał się Plina.
- A więc, razem z całą drużyną upiekliśmy ci ciasto. - powiedział Maciek, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Ciasto? - spytałam z niedowierzaniem.
- A dlaczego się tak dziwisz? Nie wierzysz w nasze zdolności kulinarne? - spytał urażony Karol.
- Już jedno płukanie żołądka dziś miałam. - uśmiechnęłam się.
- Panowie, idziemy. - powiedział stanowczo Kłos. - Ta pani nie jest godna aby sporzyć to ciasto upieczone z sera mąki... Plina? Co ty tam jeszcze wrzuciłeś? - spytał.
- Mleko, jajka, cukier. Aaaa i jeszcze młody wrzucił jakieś kolorowe cukierki. - zaśmiał się Daniel.
- Mam nadzieję, że to nie żadne środki przeczyszczające, ani pigułki gwałtu. - powiedziałam z uśmiechem.
- A to już się trzeba młodego zapytać. - zaśmiał się Plina.
- A tylko by spróbował. - pogroził palcem Aleks.
Chłopaki wzięli się za krojenie ciasta. Szczerze? Bałam się spróbować tego wynalazku. Jakoś nie wyobrażam sobie ich w kuchni. Ciekawa jestem czy kuchnia na tym nie ucierpiała.
Po chwili włożyli mi na tależyk kawałek sernika, jeżeli to było można nazwać sernikiem. W środku były te cukierki, które dodał Muzaj.
- No, spróbuj. - zachęcił mnie Karol.
- Może wy pierwsi. W końcu to wasz wypiek. Kucharze powinni najpierw przetestować swoje dzieło. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Ale to ciasto dla ciebie. Nie gadaj, tylko jedz. - nie odpuszczał.
- Może lepiej żeby był przy tym lekarz. - zaśmiał się młody. No cóż. Spróbowałam.
W smaku było nawet okay... Chociaż... Jedynym minusem było twarde ciasto przypalone od dołu.
- I jak? - spytał z dumą Aleks, a ja pokiwałam głową. Nie mogłam nic powiedzieć, bo nadal ,,żułam" ciasto. Do sali wszedł lekarz.
- Pani Justyno, jutro będziemy mogli wypisać panią ze szpitala. Na szczęście, leki, które pani połknęła nie były aż tak groźne. Proszę więcej nie robić takich głupot. - powiedział i wyszedł.
- No, to jak? Rzeszów czeka. - zaśmiał się Zator.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - powiedziałam.
- Niby dlaczego? Odpoczniesz, zrelaksujesz się... - powiedział Karol.
- I Alka na oku będziesz miała. - zaśmiał się Cupko, a Alek walnął w ramię.
- Przekonałeś mnie. - puściłam do Konstantina oczko. - A kiedy jest ten wyjazd?
- W poniedziałek. - odpowiedział Atanasijević.
- A co z pogrzebem? - zapytałam.
- Wszystko załatwiliśmy. O nic nie musisz się martwić. Pogrzeb w niedzielę o 14.00.
- Dziękuję. Nie miałam do tego głowy. A co z tatą i z Majką.
- Może niech Maciek się wypowie. W końcu to jego teść i dziewczyna. - powiedział Zator.
- Czyli bedziemy rodziną? Co nie szfagier? - zaśmiałam się.
- Na pewnie.
- A nie masz jeszcze z jednej ładnej siostry? - zaśmiał się Karol.
- Przykro mi. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Maciek pilnuj tej twojej Majki. - zaśmiał się Cupko.
- No to powiecie mi wreszcie co z nimi? - zapytałam.
- Pomyśleliśmy, że nie będziemy ich jeszcze gorzej denerwować i nic im nie mówiliśmy. - powiedział Maciek.
- To dobrze.
- Powiedzieliśmy, że nocowałaś u Aleksa.
Rozmawialiśmy tak jeszcze około godziny, kiedy przyszedł lekarz i zabrał mnie na ,,ostatnie" badania. Wracając do sali, pielęgniarka powiedziała, że panowie, którzy byli wcześniej już poszli, i że ktoś na mnie czeka.
*************************************************************************
Przepraszamy, że tyle musieliście czekać.;)

wtorek, 2 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 26

Kiedy zobaczyłam mamę, od razu zaczęłam płakać. Była bardzo chuda i wycieńczona. Podeszłam do jej łóżka i delikatnie ujęłam jej rękę. Dlaczego ona musiała tak cierpieć? Wolałabym być na jej miejscu. Przecież Majka i tata się załamią. Usiadłam na krzesełku obok łóżka i zaczęłam mówić do niej, a raczej do siebie, bo przecież ona była nieprzytomna.
- Mamo, dlaczego nam to robisz? Musisz być silna. Zrób to dla mnie, dla taty, a przede wszystkim dla Mai. Prosze cię, obudź się.
Kiedy to mówiłam, cały czas trzymałam ją za rękę, a z oczu leciały mi łzy. Niespodziewanie, ręka mamy się poruszyła. Sama nie wiem, może to tylko złudzenie. Spojrzałam na jej twarz. Miała otwarte oczy. To było jak światełko w tunelu.
- Mamo! Tak się cieszę, idę po lekarza. - powiedziałam i chciałam już odejść, kiedy ona mocno ścisnęła moją dłoń. Kiedy się odezwała, jej głos był cichy i słaby.
- Obiecaj, że się nimi zaopiekujesz... Pamiętaj, kocham cię. - powiedziała i zamkneła oczy.
- Mamo. Mamo, obódź się. Otwórz oczy... Proszę... - wyszeptałam i usłyszałam długi, przeciągły dźwięk, oznaczający, że mamy serce przestało bić ,,biiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip!"
- Nie! Mamo! Proszę, obódź się! Nie możesz mi tego zrobić! Nie teraz! Potrzebuję cię! Proszę, nie odchodź! - wywrzeszczałam na cały szpital. Tata z Majką, słysząc mój krzyk, wbiegli do sali, a razem z nimi dwóch lekarzy.
- Ratujcie ją! - krzyczałam. Po chwili przyszła pielęgniarka i wyprowadziła mnie i Majkę z sali. Próbowała nas uspokoić, ale to i tak nic nie dało.
-A jak pani by się czuła, jakby pani mama właśnie umierała? - wykrzyczałam.
- Proszę się uspokoić. Też pewnie bym się zachowywała. Proszę. - podała mi wodę.
Po kilku minutach wyszedł lekarz.
- Ona żyje, prawda? - zapytałam.
- Przykro mi. - odpowiedział, a ja poczułam, że moje życie straciło sens.
Nie mogłam już dłużej tego wszystkiego znieść. Wybiegłam ze szpitala. Nie wiedziałam, gdzie iść. Byłam cała zrozpaczona. Nie myśląc o swoim życiu szłam środkiem drogi. Prawie każdy samochód na mnie trąbił, ale ja nie zwracałam na to uwagi. Stracić dwie osoby w jeden dzień...
Szłam przed siebie, aż w końcu wylądowałam przed swoim mieszkaniem. Kiedy weszłam, spojrzałam na ścianę, gdzie wisiało zdjęcie mamy. Kompletnie się załamałam. Podeszłam do barku i wyjęłam wino, które tata trzymał na specjalną okazję. Odkorkowałam trunek i zaczęłam pić prosto z butelki. Po tym winie zaczęłam pić następne. Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. Poszłam do łazienki gdzie w apteczce przechowywaliśmy różne leki. Wzięłam pierwszą z brzega buteleczkę z tabletkami i wróciłam do salonu. Wysypałam na dłoń kilkanaście tabletek i połknęłam je wszytskie na raz. Wzięłam do ręki butelki napoczętego wina i wybełkotałam:
- Twoje zdrowie, Aleks.
Opróżniłam butelkę do końca, po czym poczułam jak leki zczęły działać. Zakręciło mi się w głowie. Upadłam.

PERSPEKTYWA ALEKSA:
Siedziałem w domu i rozmyślałem o Justynie. Powinienem być na treningu, ale trener, widząc, że gra mi się nie układa, dał mi kilka dni wolnego. Nie mogłem znieść złości Bartka. Wogóle ze mną nie rozmawiał. Postanowiłem wyjaśnić z Lisowską całą tą sprawę. Bardzo mi na niej zależało i nie chciałem jej stracić.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do niej. Drzwi wejściowe były uchylone, co bardzo mnie zdziwiło.
- Justyna? - zawołałem, ale nikt nie odpowiadał. Wszedłem do domu i zacząłem jej szukać. Znalazłem ją leżącą na podłodze w salonie. Obok leżały dwie butelki po winie i jakieś lekarstwa. Kiedy dotarło do mnie, co ona zrobiła, upadłem na kolana i sprawdziłem czy żyje. Jej oddech był płytki, a tętno ledwo wyczuwalne. Zadzwoniłem po pogotowie. Po piętnastu minutach była już karetka. Zabrali ją do szpitala na płukanie żołądka, a mnie wypytywali o jej dane.
- Jak się nazywa? - spytała pielęgniarka.
- Justyna Lisowska. - powiedziałem załamanym głosem.
- Lisowska? To nie jest może córka pani Iwony Lisowskiej?
- Tak, a coś się stało?
- Pani Iwona dzisiaj zmarła. - poinformowała mnie pięlęgniarka, a ja wreszcie zrozumiałem, dlaczego Justyna próbowała popełnić samobójstwo. Najpierw zawiodła się na mnie, a potem jej mama umarła...
- Pani Justyna będzie żyła. - usłyszałem głos lekarza, który wyszedł z sali. - Zrobiliśmy jej płukanie żołądka i za kilka godzin powinna odzyskać przytomność.
- Czy mogę do niej wejść? - spytałem, a kiedy lekarz kiwnął głową szybko wszedłem do sali. Usiadłem obok łóżka i ująłem jej dłoń. Czuwałem przy niej, aż w końcu zasnąłem.
Obudziłem się, kiedy poczułem, jak ktoś ściska mnie za rękę. Spojrzałem na Justynę, która również już nie spała. Na jej twarzy malowała się złość.
- To ty mnie uratowałeś?
- Tak. Przyjechałem do ciebie, żeby z tobą porozmawiać, ale znalazłem cię leżącą na podłodze.
- Trzeba było mnie tam zostawić! - krzyknęła.
- Wiesz, jak ja się przestraszyłem? Dlaczego to zrobiłaś?
- Bo mi się tak podobało! I tak nie mam dla kogo żyć!
- Musisz żyć. Twój tata cię potrzebuje. Maja cię potrzebuje. Ja cię potrzebuję...
- Wyjdź! Nie chcę cię widzieć! - zawołała. Nie chciałem jej dodatkowo denerwować, więc szybko opóściłem salę. Zostałem jednak na korytarzu. Nie chciałem jej stracić. Dopiero po tym pocałunku z Karoliną, zrozumiałem ile Justyna dla mnie znaczyła i jak bardzo ją kochałem. Szkoda tylko, że ona mnie nie kocha... Nagle usłyszałem głos Bartka:
- Co ty tu robisz?
- Sam mógłbym cię o to spytać. - odpowiedziałem.
- Przyszedłem, bo mama Justyny ma raka. Myślałem, że Justyna jeszcze tutaj jest, ale nigdzie jej nie widzę. - powiedział Bartek.
- Jej mama nie żyje. - powiadomiłem go.
- To po co tutaj siedzisz?
- Justyna próbowała popełnić samobójstwo.
- Czy ją kompletnie pojebało?! - spytał. - To przez ciebie chciała cię zabić. I jeszcze miałeć czelność tu przychodzić?
- Jakbyś chciał wiedzieć, to gdyby nie ja, to Justyna mogłaby już nie żyć! - krzyknałem zdenerwowany.
- Masz zostawić ją w spokoju! Przez ciebie tylko cierpi! - wykrzyczał Bartek. Kłócilibyśmy się dalej, ale przyszła pielęgniarka i nas uspokoiła.
- Niech się panowie uspokoją. Ja rozumiem, że pewnie bardzo panią Justynę lubicie, ale te kłótnie wcale jej nie pomogą. Jeżeli dalej będziecie się kłócić, to będę musiała was z tąd wyprosić. - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu. Oboje nie chcieliśmy z tąd wychodzić, więc umilknęliśmy i w spokoju siedzieliśmy na korytarzu. O 22.00 Bartek pojechał do domu, ale ja zostałe. Nie mogłe opóścić Justyny.